Przeskocz do treści

Opowiadania luźne

Luźne opowiadania, czasami związane ze sobą, czasami nie. Poza “Staszkami” żadne nie stanowią fabularnej całości, więc można czytać je jak się chce.

Zapraszam do lektury!

  • Śpij, kochanie, śpij…, czyli moje pierwsze po wieloletniej przerwie podejście do pisania. Bez rewelacji w warstwie językowej, ale sam pomysł lubię i staram się powolutku do nie wracać.
  • Staszek to trudne “dziecko”. Przede wszystkim pozbawione tytułu, bo “Staszek” to jedynie kryptonim, pod jakim funkcjonował od chwili powstania (jakoś trzeba było się do niego odnosić). Poza tym to, co tu dużo ukrywać, pornografia czystej wody. Z takim zamysłem powstała pierwsza część i to przebija również w kolejnych. Staram się wprawdzie hamować swoje niezdrowe zapędy, ale z drugiej strony homo sum humani nihil a me alienum puto. I w dodatku “Staszek” nie zobowiązuje, innymi słowy mogę ćwiczyć na nim pracę z tekstem, a nie przejmować się nazbyt fabułą. Ot, dziwoląg.
    Część I, Część II, Część III, Część IV, Część V, Część VI, Część VII
  • Strachy są kawałkiem (dość dobrze wydzielonym, ale jednak kawałkiem) czegoś na kształt powieści, co zresztą umarło śmiercią naturalną, a obecnie próbuje odrodzić się niczym feniks z popiołów. Dlatego też w “Strachach” pojawiają się niezrozumiałe odwołania, nierozwiązane zagadki i porzucone wątki. Niestety językiem też nie zachwycają. Nieskromnie powiem, że w ciągu dwóch lat, które dzielą mnie od chwili napisania tego tekstu, warsztat nieco mi się poprawił. Nie zmienia to faktu, że lubię ten kawałek.
  • “Zwą mnie Laurelin” – tu chyba nawet nie muszę dawać znaków ostrzegawczych “UWAGA! FANTASY”, bo to widać po tytule. Kolejny przykład tego, jak nie należy komponować tekstów. Zaczęło się od niewinnego zachwytu grą komputerową, a potem jakoś już poszło dalej. Stąd niespójności, lakoniczność z początku i drobiazgowość pod koniec. Jeżeli będzie mi się kiedyś bardzo nudzić, napiszę to od nowa i porządniej. Na razie zostaje jak jest, bo lubię tych bohaterów (przynajmniej niektórych).
  • Diabeł i panna (tytuł bardzo roboczy) – odpad powstały w wyniku prób okiełznania inkubowej historii i spisania jej w jakimś rozsądnym kształcie. Oto rzut oka na historię pochodzenia Mony znanej tym, którzy przeczytali “Strachy”. Jeśli mnie poniesie, dopiszę ciąg dalszy.
  • Chwila oddechu – nieśmiałe podejście pod coś na kształt sensacji obyczajowej. Jak zwykle wyszło przegadane, ma zbyt długą fabułę jak na opowiadanie i zdecydowanie zbyt wielu uwikłanych w różne relacje bohaterów. Człowiek uczy się niestety wyłącznie na własnych błędach, jeśli w ogóle.
  • Histeria – Takie ni to, ni sio, ni owo. Potworek emocjonalny i rasowy księżycowy pierdafon.
  • In flagranti – Nic zobowiązującego umiejscowione w realiach “Zwą mnie Laurelin”, osadzone w czasie nieco wcześniej przed opisanymi tam wydarzeniami. Ogólnie można by powiedzieć, że przyczynek do rozważań nad względnością wszystkiego.
  • Nowy początek – Dziwna forma, bo i przeznaczenie nietypowe. Otóż, proszę państwa, w ten sposób zdarzyło mi się opisać postać do RPG. Ostatecznie po co robić to normalnie, w postaci, że się tak wyrażę, życiorysu? Proszę nie dziwić się śladowym ilościom realiów świata i pamiętać, że tekst był kierowany do osoby, która w dużej mierze warunki te określiła.
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.